MAREK RZEWUSKI

dziecko urodzone się  w obozie 8 grudnia 1944 roku, któremu udało się przeżyć w obozie 5 miesięcy Relacja Pawła Woźniaka z Misji Katolickiej w Berlinie 

W trakcie naszej podróży do Ravensbrück, Neustadt – Glewe i Schwerina  podjętej wspólnie z Klausem Leutnerem w dni 25 września 2018 roku udało nam się odnaleźć w archiwum Gedenkstäte Ravensbrück nowy dokument dotyczący Marka Rzewuskiego. Wynika z niego że to dziecko urodziło się w obozie w dniu 8 grudnia 1944 roku o godz. 22:30. Jego matką była Sofia – Zofia Rzewuska posiadająca numer obozowy 67602 i że została ona zwolniona z obozu 10 stycznia 1945 roku (prawdopodobnie powróciła do miejsca pracy przymusowej z którego została zwolniona w kwietniu 1945) . Z zachowanych innych świadectw i wspomnień udało się dodatkowo ustalić że urodziła się ona w miejscowości Bartków w dniu 16 października 1925 roku, jej rodzicami byli Aleksandra i Marian, wywieziona do obozu lub pracy przymusowej w maju 1944 roku. Przypominam że nasz mały bohater Marek Rzewuski zmarł w dniu 19 kwietnia 1945 roku i został pochowany na cmentarzu w Fürstenberg Havel, Zofia Rzewuska po zakończeniu wojny wróciła do Polski i jeszcze prawdopodobnie w latach 80. odwiedzała grób swojego syna .Proszę zwrócić uwagę że Marek był  jedynym dzieckiem z listy urodzonych w tych dniach, któremu udało się przeżyć 5 miesięcy .

 Naturalnie będąc w tym szczególnym dniu na cmentarzu w Fürstenberg Havel i na terenie obozu Ravensbruck pamiętaliśmy o modlitwie i zapaleniu zniczy na grobie Polskich Kobiet i w miejscu wykonywania egzekucji w żwirowni poza terenem obozu i przy tzw. Totengang.
Tego dnia przypadała 76 rocznica egzekucji grupy więźniarek, w której była również Henryka i Małgorzata Dembowskie.
Tak chwile przed egzekucją wspomina jedna ze współwięźniarek :
„24 września 1942 roku wywołano na apelu wieczornym osiem kobiet z tego transportu. Były to: Janina Borkowska, Jadwiga Boska, Henryka Dembowska, Zenobia Kierska, Stefania Jachimowicz , Wanda Polakowska i Anna Ryglewicz . Małgosi nie było w bloku, pracowała w kolumnie za bramą i jeszcze nie wróciła. Wszystkie wywołane zaprowadzono do bunkra, a egzekucję odłożono na dzień następny. Małgosia spędziła noc z koleżankami na trzeciaku. Oto co pisze jedna z nich: „Małgosia żegnając się z nami przed egzekucją, zostawiła nam w spadku, dziś już historyczne słowa: „Wiem, że wielu rzeczy jeszcze nie umiem, ale jedno co dobrze potrafię, to umrzeć”. I pomyśleć, że powiedziała to dziewczyna osiemnastoletnia, która niezwykle kochała życie.” W jej ubraniu koleżanki po egzekucji znalazły kartkę „Idziemy na śmierć spokojne. Te które wrócą do Ojczyzny, będą pracowały dla niej za nas i za siebie. Niech żyje Polska”.
Kiedy Dembowskie szły na śmierć słyszałyśmy, jak przed przyjazdem „szarej miny” śpiewały w bunkrze Serdeczna Matko i Boże coś Polskę.
Po wyjściu z bunkra ( jedna z współwięźniarek ) Janina Borkowska podrzuciła kartkę. Kartka była pisana w pewnych odstępach tego tragicznego dnia:
O trzeciej podano nam w szklance płyn biały do wypicia – odmówiłyśmy. Jesteśmy spokojne, rozmawiamy o naszych rodzinach, teraz będziemy się modliły… Jak dotąd nic – ciągle czekamy… A więc stało się. Będziemy rozstrzelane.
Przed chwilą odczytano nam wyrok śmierci. Jesteśmy spokojne…
Gdy odezwie się syrena na apel, będziemy wiedziały, że zaraz pójdziemy.. Módlcie się za nas… Żegnajcie… Teraz będziemy się modliły.
Następowały podpisy. Pierwszy był Borkowskiej….

źródło: fragmenty książki Urszuli Wińskiej „Zwyciężyły wartości ,wspomnienia z Ravensbrück”, Wydawnictwo Morskie 1985 s. 72.