Refleksje po spektaklu  „Synchronizacja w Birkenwald”  opartym na dramacie Viktora Frankla

Zaproszenie do piekła i w labirynt własnej duszy –

„Synchronizacja w Birkenwald”-  spektakl w Muzeum Armii Krajowej

Co rozumiemy pod pojęciem tak zwanej moralności? Świat budują słowa czy myśli? Czy dobro i zło to pojęcia absolutne? Czym jest poszukiwanie sensu życia? Dlaczego cierpimy? Debata trzech filozofów na scenie – Sokratesa, Spinozy i Kanta – jest szermierką myśli wokół tych tematów. Szermierką, ale w zwolnionym tempie – dającą widzowi przestrzeń na własną odpowiedź. Jedne myśli celują w serce ostrzem precyzji, inne nie pozwalają żadnej idei prześlizgnąć się bez weryfikacji, argument jest jak pchnięcie, wątpliwość – jak unik albo cięcie logiki. Słowa filozofów balansują w bezpiecznej strefie rozważań, zdefiniowane pojęcia są teorią. Tylko teorią. Za moment zostaną wrzucone w piekło historii, a widz zostanie zaproszony do tego piekła.

– Pokażemy Wam obraz piekła i pokażemy, że można w nim zachować człowieczeństwo –

zapowiada Sokrates.  

Ale… czy postaci na scenie to filozofowie, czy to tylko uosobione ich idee?

Śpiew ptaków i słowa myślicieli zagłusza gwizd pędzącej lokomotywy. Jej światła atakują oczy, wyrywają z ciemności i zmuszają do zmierzenia się z rzeczywistością obozową, bowiem w tej samej sekundzie otwiera się ściana baraku. Na wprost naszych oczu jest trzypoziomowa prycza, zwisają z niej szarobure koce. Huk otwieranych przez kapo drzwi wpycha nas, brutalnie i bezwzględnie, w ten świat. Zasłona iluzji została zerwana – jesteśmy w świecie, który nie zna litości. W świecie, gdzie zło stało się normą, a cierpienie – codziennością. W świecie wrzasku kapo, którego echo odbija się od ścian jak dźwięk beznadziei. Głód ściska wnętrze ciała, a zapach potu i strachu utrudnia oddychanie. Poniżenie i bicie pulsują w mięśniach, wbijają się w skórę i w serce. Strach wciska się do gardła. Każda chwila jest napięciem, które przenika wszystkie zmysły.

Przed nami więźniowie w pasiakach, za nami ciemność. Porządek czasu i logiki załamał się. Z nami, tu w obozie, są: Sokrates, Spinoza i Kant. Świat idei i świat historii nałożyły się na siebie. Teorie filozofów zostały zsynchronizowane z doświadczeniem. To prawdziwy egzamin dla teorii. Tu zaczyna się konfrontacja człowieka z samym sobą i ze światem – czy można zachować godność w sytuacji absolutnego zniewolenia? Po co żyję? Czy życie ma sens, gdy wszystko zostało odebrane? Co nadaje człowiekowi godność w świecie bezprawia?

Więźniowie są głodni, są zastraszeni, ale…zdolni do dobra, solidarności. To oni pokazują czym w praktyce jest sens życia. Jest on drobnym gestem – okazaniem pomocy współtowarzyszowi, wyborem postawy wobec przemocy, odmową wewnętrznego upodlenia. Sens jest odpowiedzią na konkretne wyzwanie, na każdą chwilę życia. Wolność to kontrola nad samym sobą. Godność? Więźniowie uczą, że człowiek zachowuje godność, gdy wybiera dobro, mimo zła dookoła, gdy chroni innych, nawet płacąc najwyższą cenę, gdy pielęgnuje wartości rodzinne, gdy broni godności w codziennych decyzjach.

Świat obozowy pogrążył się w ciemności, a my zostaliśmy zawieszeni w czasie i przestrzeni między nim, a XXI wiekiem. Szukamy odpowiedzi w swoich sercach – czy umiemy odpłacić dobrem na zło? Czy w najtrudniejszych momentach życia to my sami decydujemy jak reagować? Jak myśleć? Jak traktować innych? Jak odpowiadamy na wyzwania życia? Czego bronimy w codziennych wyborach? Co robimy, jeżeli wszystko układa się przeciwko nam?

Wycieczkę introspektywną w głąb duszy przerwała burza oklasków, owacje na stojąco dla aktorów i twórców spektaklu. Tego spektaklu się nie ogląda. Ten spektakl się przeżywa. Na pytanie: – Czy poruszył serce? Odpowiadam: – Nie, on rozerwał serce i poskładał je na nowo. Gratulacje dla Pani reżyser – Agnieszki Mandat – za mistrzowskie poprowadzenie sztuki, która nie tylko wstrząsnęła i poraziła uczucia, ale odcisnęła się w sercu pozostawiając trwały ślad. Po przedstawieniu pojawiła się w nas naturalna potrzeba rozmowy z aktorami, z panią reżyser. Wszyscy byli niezwykle otwarci na spotkanie z widzami. W kuluarach słychać było podziękowania dla artystów, informacje, że ślady obozowej historii obecne są w rodzinnych narracjach i przekazywane kolejnym pokoleniom oraz refleksje, że sztuka dotyka tematów ważnych nie tylko dla Polaka, ale dla każdego człowieka.

Z teatru wyszliśmy w noc, która stała się przedłużeniem sztuki, bo każdy sam, w labiryncie myśli, szukał swoich odpowiedzi.

PS

Spinoza na początku debaty głowił się jak przemówić do współczesnego czytelnika. Padła odpowiedź: – Przez sztukę – i jak się okazało, to był strzał w dziesiątkę!

Ewa Bugno